Ostoja kawiarnianej kultury

Napisał Artur Odwald

Wydawać by się mogło, że popularność i powszechność kawy powinna przekładać się na mnogość i jakość miejsc kawie dedykowanych. Liczniejsze od kawiarni za to są kebaby, a samo wyjście do kawiarni jest bardziej okazją, niż częścią codzienności. Jest jednak miejsce, w pewnym mieście, które pokazuje, czym powinna być kawiarnia.

Anomalia jaką jest kawiarnia

Kawiarnia to miejsce rozmów, wyciszenia, odpoczynku, ale czasem też skupienia. Może to być miejsce w którym co rano kupimy kawę w drodze do pracy lub na zajęcia… Tak przynajmniej wygląda to na filmach lub w serialach. Bardziej realne wydaje się postrzeganie kawiarni jako miejsca z „kawą droższą niż w domu”, bo po co przepłacać? W końcu jesteśmy wychowani na termosach i kanapkach.

Jeśli już mamy kupować kawę, to najpewniej będzie to Żabka, McCafé, czy inna sieciówka w galerii, bo akurat jesteśmy na zakupach, albo jesteśmy w pośpiechu i nie mamy czasu na eksperymenty. Dobrej kawiarni trzeba szukać, poświęcić czas i pieniądze na znalezienie miejsca, które nam odpowiada. Nawet jak już ją znajdziemy, to wizyty nie będą zbyt częste, bo przecież szkoda czasu i pieniędzy. Brzmi strasznie, prawda?

A jednak jest pewno miejsce, które wydaje się wyrwane z serialu. Anomalia, która, mimo wszystko, wpisuje się w nasze realia. Kto by się spodziewał, że uroku Central Perk’u i ‘Przyjacielskiej’ wizji spotkań szukać należy nie w Łodzi, czy Warszawie, ale w Końskich.

Za siedmioma górami, w samym centrum miasta

„Kawiarnia Na Warszawskiej” jest dobrze znana mieszkańcom Końskich. Po wielu latach istnienia ciężko sobie wyobrazić ulicę Warszawską bez kawiarni. Trzeba przyznać, że choć jest to nieodłączna część miasta, to sama kawiarnia przenosi nas w inny czas i inne miejsce.

Klimat odczuwalny jest wszystkimi zmysłami i uderza w nas już po przekroczeniu progu. Tuż po wejściu zauważamy naturalny półmrok; do uszu dociera spokojna, nastrojowa muzyka, a zapach kawy przełamywany jest słodkością wypieków. Dopiero po chwili dociera do nas jak wiele elementów składa się na wystrój kawiarni. Klienci opisujący kawiarnię bardzo często wspominają o detalach. Maszyna do pisania, krzesła i fotele, które dostały drugie życie, czy zdobiące ściany oprawione wycinki z gazet i zdjęcia Końskich z dawnych lat – wszystko to buduje charakter i oddaje konecką tożsamość kawiarni.

Błędnym byłoby sprowadzanie roli kawiarni do sklepów z kawą. Absurdalne wydaje się porównanie powyższego opisu do zakupu kawy na stacji benzynowej, a jednak często bywa tak, że nasze praktyczne podejście do życia bierze górę. Kawiarnia, poza kawą oczywiście, oferuje otoczenie, które pomaga nam się nastroić. Zasadniczo, łatwiej ćwiczy się na siłowni, a filmy lepiej ogląda się w kinie. Jasne, że można to też robić w domu, ale efekty zazwyczaj są lepsze w miejscu dedykowanym danej aktywności. Otoczenie ma znaczenie.

Skoro więcej w nas praktyczności niż romantyzmu, to po co nam w ogóle kawiarnie? Jak to jest, że ta konkretna kawiarnia nie jest kolejnym Fast Food’em w mieście? Żeby odpowiedzieć na te pytania trzeba będzie zajrzeć za kotarę. Zacznijmy od początków.

Ojciec założyciel

Historia kawiarni rodem z Amerykańskiego serialu nie byłaby kompletna bez wątku Amerykańskiego Snu. „Kawiarnia Na Warszawskiej” została otworzona w grudniu 2012 roku, a za jej sterami stał 22-letni Jakub. Młodość cechuje się ambicją i energią, a tego na pewno nie brakowało założycielowi naszej kawiarni.  Każdy, kto miał okazję pracować w gastronomii, wie, że tego typu praca nie należy do najłatwiejszych. Zwłaszcza jeśli wszystko spoczywa na barkach jednej osoby.

„Na początku nie mogłem sobie pozwolić na zatrudnianie pracowników” wspomina Jakub. Praca, nierzadko całodniowa, wymagała poświęcenia. Może to odstraszać przyszłych, potencjalnych przedsiębiorców. O ile wygodniej jest stawić się w pracy i po prostu robić swoje. Praca często traktowana jest jako zło konieczne. Przykry obowiązek, coś, co trzeba odbębnić, żeby zarobić. O ile nudniej wyglądałby nasz świat, gdyby nie ci, którzy podejmują ryzyko. 

Gdy przygotowanie spotyka okazję, a determinacja doprowadza do spełnienia, to właśnie wtedy materializują się marzenia. Jakub zdobywał doświadczenie w Telimienie, (dawnej kawiarni w Końskich, która została zamknięta) oraz w kawiarni w Warszawskich Złotych Tarasach. Kończył też technikum gastronomiczne, więc całe dotychczasowe życie zawodowe przygotowywało go do momentu, w którym pojawiła się okazja otworzenia jego własnej kawiarni. W nowej sytuacji przyszłość kawiarni (i własna) była wyłącznie w jego rękach.

Najbardziej lubimy piosenki, które już znamy. „Kawiarnia Na Warszawskiej” nie wprowadzała rewolucji przy urządzaniu; zamiast tego nadała nowe życie temu, co mieszkańcom było już znane. Skupienie się na jakości i budowaniu na istniejącej już podstawie niewątpliwie pomogło w przyjęciu się nowego lokalu. Dodatki, o których wcześniej była mowa, robią wrażenie na odwiedzających, zapadają w pamięci i kreują klimat, dla którego warto wrócić.

Żywotność planowana była na mniej więcej rok, ale jak się okazało, kawiarnia przetrwała o wiele dłużej. Tego typu działalność to nie sprint, a maraton. Rutyna, choć niełatwa, może czasem nużyć, ale te momenty Jakub skutecznie zwalcza szukaniem inspiracji i rozwojem działalności. Nie jest już w tym sam – to miejsce pracy, zarówno dla pracowników kawiarni, jak i tych, którzy pracę przynoszą do kawiarni. Jej funkcjonowanie to już nie walka o przetrwanie młodego przedsiębiorcy, ale nieustanna praca nad utrzymaniem wspólnego dobra.

Od tamtej pory kawiarnia umocniła swoją pozycję na lokalnym rynku. Często wspominana jest współpraca z lokalnymi przedsiębiorcami, czy to od strony gastronomicznej, czy dekoracyjnej. Sama kawiarnia, jak i kadra, nie przestaje się rozwijać. W naszej rozmowie Jakub wspominał o współpracy z dostawcami kawy oraz szkoleniach prowadzonych przez najlepszych w Polsce baristów, które mają utrzymać kawiarnię na wysokim poziomie. Mniejsze miasto, nie oznacza niższej jakości. Czym za to może się różnić kawiarnia w większym mieście, od lokalnej, koneckiej kawiarni?

Małomiasteczkowy urok

Większe miasta wymagają większej siły przebicia. Z rozmów, które przeprowadziłem, wynika, że statystyczni zjadacze chleba kawiarnie odwiedzają raczej rzadko, a jeśli już to szuka się czegoś ekstra. W Łodzi może to być Surindustrialle, gdzie sam opis tego miejsca jest nie lada wyzwaniem, lub Herbaciarnia Kocie Oczy, gdzie można cieszyć się towarzystwem kotów. Sam Jakub wspominał, że gdyby miał otwierać nową kawiarnię, to nie zdecydowałby się na większe miasta. Poza wymogiem wybicia się jest też kwestia zarządzania, które musiałoby być zdalne. Ciężko w takiej sytuacji o budowanie relacji ze społecznością – a ta relacja jest kluczowa.

Historia „Kawiarni Na Warszawskiej” mogłaby potoczyć się inaczej, gdyby znajdowała się w mieście, w którym mieszkańcy są bombardowani licznymi wyborami. Mnogość wyboru i walka o atencje wspiera przede wszystkim sieciówki, w których ani się nie rozczarujemy, ani nie zachwycimy. Kwitną też Żabki, gdzie biegnąc na zajęcia lub do pracy można złapać kawę w parę minut. Poznawanie konkretnego lokalu i budowanie z nim relacji sprawia, że staje się on przedłużeniem własnego salonu. Idąc do kawiarni, którą znamy i gdzie wiemy, że czujemy się dobrze, sprawia, że chętniej odwiedzamy to miejsce. W końcu w kawiarniach powinniśmy szukać komfortu, a nie wyzwania. Tak budowana jest relacja.

Nie tylko miejsce, ale też i ludzie

Miejsce, które funkcjonuje od lat, mające własny charakter, wręcz namacalny klimat i posiadające wielu stałych klientów – brzmi dość fikcyjnie. Coraz częściej wydajność znaczy jakość, a opłacalność jest skalą sukcesu. Właśnie takie postrzeganie jest miażdżone przez biznes, który pokazuje, że ciężką pracą, cierpliwością oraz budowaniem relacji można osiągnąć sukces. A sukces koneckiej kawiarni najlepiej pokazuje właśnie jej społeczność.

Moim największym zaskoczeniem było to, że nie sposób wskazać jednej konkretnej grupy demograficznej, która dominuje wśród klientów kawiarni. Miejsce to jest na tyle uniwersalne, że każdy się tu odnajdzie. Starsi, młodsi, lokalni, przejezdni. Zwierzaki, w granicach rozsądku, też są mile widziane. Poza tym, że jest to miejsce spotkań, organizowane są tu też imprezy okolicznościowe oraz różnego rodzaju wydarzenia. Odbywały się tu nawet zaręczyny.

W ostatnich tygodniach warunki funkcjonowania drastycznie uległy zmianie. Aktualnie klienci mogą cieszyć się kawą jedynie na wynos. „Ludzie tęsknią, chcieliby przyjść, pogadać” mówi Jakub. Potrzeby wspólnego spędzania czasu klientów podkreślają charakter społeczny tego miejsca. To nie jest tylko sklep z kawą – to kawiarnia.

Oczywiście, cierpienia klientów pozbawionych ukochanego ‘przedłużenia salonu’ ciężko porównać do namacalnych strat spowodowanych pandemią. Jednakże, co było już często podkreślane, pandemia weryfikuje wartości potrzeb. Kawiarnia, choć może nie być niezbędna do życia, jest ogromnym udogodnieniem. Posiadanie miejsca, które zapewnia poczucie komfortu, jest bardzo ważne. Dla wielu klientów, nawet tych nieświadomych, to właśnie kawiarnia mogła być tym miejscem.

Słowem końca

„Kawiarnia Na Warszawskiej” jest anomalią. Ba, kawiarnie same w sobie wydają się anomalią. To, co mieszkańcy Końskich mogli uznać za standard, w innych (nawet większych) miastach może być dużo trudniejsze do odnalezienia. Kawiarnia oferuje mieszkańcom coś, czego braku mogli nawet nie być świadomi. Swoim wieloletnim istnieniem udowadnia, że nie należy się skupiać na opłacalności i ślepej wydajności, ale na wysokiej jakości i dobrych relacjach. Nie wiemy ile lokali zostało zamkniętych, nawet przed pandemią. Możemy za to zakładać, że sieciówki sobie poradzą. Oby konecka kawiarnia była przykładem, który łatwiej będzie odnaleźć także w innych miastach. Oby tych anomalii było na tyle dużo, aby stały się normą.

Pamiętajmy też, że za tym wszystkim stoją przede wszystkim ludzie. Czy to osoba, która podjęła ryzyko; czy to obsługa, która utrzymuje wysoki standard; czy to osoby, które doceniły to miejsce i nierzadko traktują je jak drugi dom. Dbajmy o siebie i wspierajmy się, nie tylko w trudnych czasach.